poniedziałek, 6 października 2014
ŻABKA Z KÓŁEK
A oto kolejny wytwór przedszkolny. Myślę, że pomysł jest fajny dla najmłodszych. Można to połączyć z nauką o kształtach. Będzie jeszcze kilka prac z tej kategorii.
sobota, 4 października 2014
A BO WY TO DZIECKO TAK WSZĘDZIE ZE SOBĄ CIĄGACIE...
... rzekła kiedyś moja mama. A no ciągamy. Miśka została podróżniczką dość wcześnie i bardzo jej się to spodobało. W tym roku w tydzień zrobiliśmy 1700km po Polsce robiąc Tour de Rodzina. W końcu zlądowaliśmy u mojej mamy by zostać tam na tydzień. Na drugi dzień pojechaliśmy na kawę do koleżanki. Miśka na hasło wymarszu złapała pod pachę pluszaka, obrzuciła szybkim spojrzeniem cały pokój i zapytała: "Wracamy tu jeszcze czy nie?" bo nie wiedziała czy ma brać więcej "towaru". Jej tylko rzucić hasło wyjeżdżamy - leci po jakąś zabawkę, zakłada buty (reszta garderoby nie jest dla niej istotna) i jest gotowa. Dobrze, że dziewczyna o butach pamięta, bo jak miała 2 lata wyprowadziliśmy ją za próg w domowych paputkach. Dopiero zdziwiona zapytała "A butki?". Z czasem się rozwinęliśmy, bo Małego Dziada dzierżąc za rękę nawet po schodach sprowadziłam w samych skarpetach. Dopiero mąż mój niezastąpiony zapytał przytomnie czy Dziad dziś będzie w samych skarpetach paradował.
Teraz z kolei zlądowaliśmy w Warszawie u wujka G. Ostatniego dnia wybraliśmy się do nigeryjskiej restauracji. Szczury od razu wyniuchały, że jest tam dziecięcy kącik pod schodami i wbiły się tam bezzwłocznie. Mały Dziad instynktownie wsunął się w sam kąt, gdzie wysokość sięgała może 40cm. Wyciągnięcie go z tego miejsca było majstersztykiem. Początkowo nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale widząc, że o jedzenie chodzi, szybko nam wybaczył. Mały Dziad, jak na obieżyświata przystało, zjadł koźlinę i fufu mówiąc mniam.
A propos mniam, to słowo u Małego Dziada oznacza również zwierzątko. Zaczęło się od tego, że kot robi miau - po dziadowemu mniam, a teraz, to już wszystkie stwory tak nazywa. Idziemy przez stary rynek, a tam gołąb. Dziad na niego paluchem i mniam rzecze z zadowoleniem. Ludzie patrzą z dezaprobatą. A ja Wam przysięgam, że my w domu nawet gołąbków tych w kapuście zawijanych nie jemy.
Ale wracając do wątku podróży, gdy się pożegnaliśmy z wujkiem G i zapakowaliśmy do auta Miśka zapytała z niepokojem: "A gdzie teraz jedziemy?" Do hotelu - brzmiała odpowiedź. Miśka na to "yes, yes, yes, yes!!!".
piątek, 3 października 2014
PARASOLKA
Ostatnio dostaliśmy z przedszkola całą teczkę dziecięcych prac. Wiele prac jest naprawdę ciekawych, więc od czasu do czasu przemycimy coś przedszkolnego. Parasolka idzie na pierwszy ogień, bo wydaje mi się być na czasie. Nie wiem co podłożyli pod spód by otrzymać taki wzorek (Może ktoś się domyśla?), ale myślę, że z siatką w jakiej w marketach czasem sprzedają pomarańcze też by wyszło.
niedziela, 28 września 2014
SUSZONE POMIDORY
Ostatnio, jak pisałam, utonęłam w przetworach. Miśka, zafascynowana bajką Kucharz duży i kucharz malutki, zgłosiła się do pomocy. Dopasowywała zakrętki do słoików i pakowała wszystkie składniki do środka. Wlewała nawet olej (oczywiście zimny).
Zawsze do tego wybieramy jak najmniejsze pomidory limy (zwane też polnymi). Kroimy je na połówki, lekko solimy i skrapiamy octem. Suszymy je na raszkach wyłożonych papierem do pieczenia. Ja piekę w 50-60 stopniach z termoobiegiem, co jakiś czas wycierając szybę piekarnika (skrapla się tam wilgoć). Nie wiem co ludzie piszą w tych przepisach, że niby robią pomidory kilka godzin. Mnie to zajmuje kilkanaście a i tak nie robię takich bardzo wysuszonych.
My robimy różne mixy. Czasem dajemy czosnek, czerwoną cebulę, fetę, świeże zioła (tymianek, rozmaryn), suszone zioła (bazylia, oregano, zioła prowansalskie), odrobinę soli. Wszystkie składniki zalewamy olejem rzepakowym i pasteryzujemy ok 30min. Może się skusicie? Pomidory jeszcze są. :-)
środa, 24 września 2014
DREWNIANY DOMEK DLA BARBIE DIY
Jakiś czas temu grzebiąc w necie znalazłam designerskie domki dla barbie:
http://www.domosfera.pl/wnetrza/1,93227,11070139,Designerski_domek_dla_lalek.html
Gdyby ktoś miał wolne 1300zł, to może się połasić. Druga opcja, to przegrzebać piwnicę z "przydasiami", odwiedzić market budowlany i zakasać rękawy. Dolne piętro zrobiliśmy z płyt wiórowych (mocowanie na śruby, okno wycięte wyrzynarką), górne piętro z dykty (mocowanie na śruby, w górnej części przy użyciu kątowników). Ze skrawków płyt wiórowych zrobiliśmy stoły (klejone pistoletem na klej). Kanapa to 2 gąbki obszyte materiałem i zszyte razem. Krzesła w kuchni są z butelek po żywcu, a nogi mają z patyczków, które zakosiłam z kawiarni (tyle tam kaw wypiłam, że chyba mi wybaczą ;-) ) - wszystko sklejone pistoletem. Kuchnia to wieczko od pudełka po dziecięcych butach przyklejone do płyty PCV i oklejone nią. Czajniczki, filiżanka i obrazek wycięte z ulotki z rzeczonej kawiarni. Lampa nad stołem i hamak powstały przez owinięcie balonu grubymi nićmi i posmarowanie wikolem, a gdy wszystko wyschnie wystarczy (jak to mówił Puchatek) pęknąć balonik i wydłubać go ze środka. (Tym systemem możecie też zrobić tanie Cotton Balls używając lampek choinkowych). Łóżko to front od starej szuflady przecięty tak by z części zrobić zagłówek (mocowany na śruby). Do ramy łóżka przykleiłam oklejoną materiałem górę od pudełka po butach. Ciężko mi oszacować koszt takiego domku, gdyż my kupowaliśmy tylko wyrzynarkę, kątowniki, haki do hamaka i kilka śrub.
Miśka początkowo (jak to Miśka) zrobiła raban, że lalka ma ubrany fartuszek, który zresztą własnymi ręcyma uszyłam, potem zakwestionowała sprawy techniczno inżynieryjne, a mianowicie jak lalka wejdzie na piętro jeśli nie ma schodów, ale potem tak się wkręciła, że (jak widać na zdjęciu) bawiłyśmy się do ciemnej nocy, a gdy przyszła koleżanka piszczała z zachwytu.
Przy okazji oświadczam, że nadal mam wszystkie kończyny oraz palce, co jest dużą zasługą męża mego jedynego, który najbardziej "techniczną" robotę wziął na siebie. Pragnę dodać, że on również nadal posiada wszystkie palce. :-)
p.s. Będzie więcej DIY, ale nie wiem kiedy, bo wsiąkłam w przetwory i inne takie...
czwartek, 11 września 2014
Atrakcje Poznań - Premierowe Powitanie Jesieni dla Dzieci
www.animacje-dla-dzieci.pl oraz www.rajsmyka.pl pragną zaprosić na:
z pozdrowieniami
Natalia Trojanowicz
www.animacje-dla-dzieci.pl
http://www.facebook.com/pages/Animacje-dla-dzieci/308835282464054
tel.693-627-796
tel./fax 61/8422-194
Premierowe Powitanie Jesieni dla Dzieci
w Palmiarni Poznańskiej
oraz
W programie m.in.:
listkowe warsztaty w piance
kreowanie bukietów i zwierzaków z pianki
wybór Miss i Mistera Jesieni
ziemniaczane konkursy
malowanie twarzy
jesienne zwierzaki z balonów
banki XXL
wiele gier, konkursów i niespodzianek
Szczegółowe informacje i zapisy:
Decyduje kolejność zgłoszeń !
Całkowity koszt udziału 15,00 zł od dziecka.
Obowiązuje zakup biletu wstępu do Palmiarni Poznańskiej !
Natalia Trojanowicz
zapisyanimacje@gmail.com
tel.693-627-796
lub 61/8422-194
na Tarasach Poznańskiej Cytadeli
Palmiarnia Poznańska
20.09.2014r. - 11.00 - 13.00
21.09.2014r. - 11.00 - 13.00
23.09.2014r. - do uzgodnienia (specjalna oferta dla grup przedszkolnych i szkolnych)
Tarasy Cytadeli
Tarasy Cytadeli
21.09.2014r. - 16.00 - 18.00
22.09.2014r. - 15.00 - 17.00
23.09.2014r. - do uzgodnienia (specjalna oferta dla grup przedszkolnych i szkolnych)
W programie m.in.:
listkowe warsztaty w piance
kreowanie bukietów i zwierzaków z pianki
wybór Miss i Mistera Jesieni
ziemniaczane konkursy
malowanie twarzy
jesienne zwierzaki z balonów
banki XXL
wiele gier, konkursów i niespodzianek
Szczegółowe informacje i zapisy:
Decyduje kolejność zgłoszeń !
Całkowity koszt udziału 15,00 zł od dziecka.
Obowiązuje zakup biletu wstępu do Palmiarni Poznańskiej !
Natalia Trojanowicz
zapisyanimacje@gmail.com
tel.693-627-796
lub 61/8422-194
Natalia Trojanowicz
www.animacje-dla-dzieci.pl
http://www.facebook.com/pages/Animacje-dla-dzieci/308835282464054
tel.693-627-796
tel./fax 61/8422-194
środa, 3 września 2014
SUSZONE POMIDORY I SOK POMIDOROWY
Jak już kiedyś wspominałam bardzo zależy mi na serwowaniu rodzinie jak najmniej "ulepszonego" jedzenia. Ostatnio robiłyśmy z Miśką suszone pomidory i sok pomidorowy. Miśka umyła pomidory i dopasowała zakrętki do słoików, a na koniec układała suszone pomidorki i inne składniki w słoikach. Resztę brudnej roboty zrobiła mama. A było to tak. Kupiłyśmy pomidory limy (jak najmniejsze na suszenie i jak największe na sok).
SOK
Sparzyłam i obrałam ze skórki. Doprawiłam solą, pieprzem i rozduszonym czosnkiem i gotowałam na wolnym ogniu aż się porozpadały. Potem zmiksowałam blenderem, przelałam do słoików i pasteryzowałam ok 30min.
SUSZONE POMIDORY
Kroimy na pół. Wykładamy na raszkach na papierze do pieczenia i suszymy w piekarniku. Ja suszyłam w 50 stopniach z termoobiegiem co jakiś czas otwierając i wycierając szybkę, na której zbierała się wilgoć. Zajęło mi to chyba ze 12 godzin. Robiłam w 2 ratach. Potem skropiłyśmy lekko octem i posypałyśmy solą i zapakowałyśmy do słoików razem z fetą, czosnkiem, czerwoną cebulą, świeżym tymiankiem i olejem rzepakowym. Myślę, że fajne byłyby też kapary, oliwki lub suszone zioła. Pasteryzowałyśmy ok 30 min.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



